niedziela, 28 grudnia 2014

Od Catrine

Wstaje i czuje się okropnie. Czuje straszny ból w lewej nodze, no tak trzeba zmienić opatrunek. Najpierw idę powoli do swojej łazienki opierając się o kuli. Siadam na brzegu wanny, i delikatnie odwijam brudny od krwi, ropy i nie wiadomo czego jeszcze, bandaż. Rana na nodze nie wygląda lepiej, tylko boli mocniej. No tak, moja głupota musi boleć przynajmniej od czasu do czasu. Płuczę nogę i zawijam w czysty bandaż. Szperam w szafce i wyjmuje jedną nieużytą jeszcze strzykawkę i bezbarwny środek przeciwbólowy. Trafiam za pierwszym razem i bezbarwny płyn trafia do mojego ciała. Wzdycham i przebieram się w czyste ubrania, poprzednie wrzucam do prania. Mam własny średniej wielkości dom i samochód. No tak ... Spadek po moim tacie daje się w znaki. Mieszkam sama od dwóch lat, ale mieszkanie jest moje własne od niedawna.Prowadzę Sky'a do przyczepy której nienawidzi z całego końskiego serca. Jednak tym razem jest spokojny, pewnie ma jeden z tych lepszych dni. Gdy już wprowadzam konia do przyczepy, daję mu marchewkę poklepuje po szyi. Ostrożnie zamykam przyczepie i upewniam się ponownie czy dobrze zamknęłam przyczepę. Wsiadam do mojego małego czarnego auta. Odpalam samochód i jadę polną drogą. Mieszkanie na wsi ma zalety, blisko jest las i jezioro więc mam gdzie jeździć. Gdy dojeżdżam, płynnie parkuje samochodem. Gdy widzę przed sobą budynek już myślę nad czarnymi scenariuszami związanymi z moim jakże przepięknym nazwiskiem... Prowadzę swojego konia po żwirowej drodze i kieruje się do wielkiej stajni. Odnajduje właściwy boks z wymalowanym na złoto imieniem wierzchowca, żegnam się z koniem i wychodzę. Kieruje się do akademii...

Ktoś ?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz