Dziewczyna ruszyła w stronę akademii. Byłem gotów się założyć, że będzie punktualna. Wyczyściłem jeszcze i nakarmiłem Grand'a, po czym udałem się do swojego pokoju. Rzuciłem się na łóżko. Miałem ochotę zasnąć i nigdy się nie obudzić, ale ze względu na to, że zegar wskazywał godzinę za piętnaście szóstą, wstałem. Przebrałem się szybko. W ciepłej bluzie zbiegłem po schodach i wyszedłem na mroźne, zimowe powietrze. Część mnie pragnęła wrócić do ciepła, ale byłem bardzo ciekaw, czy Nay już się zjawiła.
Stała przy stajni potupując nogami i rozgrzewając ręce. Uśmiechnąłem się mimo woli.
- Cześć! - krzyknęła, kiedy tylko mnie zobaczyła i podbiegła w moją stronę. Spojrzałem na zegarek. 17:59.
- Witaj. - odpowiedziałem ciszej. - Nie krzycz tak.
Dziewczyna zaczęła udawać nadąsaną. Poszliśmy jednak w stronę miasta. Zaproponowałem, żebyśmy pojechali autobusem, lecz Nay upierała się, że chce iść pieszo. Wzruszyłem ramionami.
Naomi?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz